poniedziałek, 11 stycznia 2016

Rozdział 7

Rozdział chciałabym zadedykować anionimowi, który zmotywował mnie do napisania tego rozdziału! :*


*Oczami Laury*
Zobaczyłam... Jonathana. Stał obok mnie i przyglądał mi się z troską w oczach. Spojrzałam na niego spod rzęs z pytającym wzrokiem, ale on nic nie powiedział, tylko usiadł obok mnie. Siedzieliśmy chwilę w ciszy, gdy nagle on objął mnie swoją ręką.
- Dlaczego ze mną siedzisz? - spytałam smutno.
- Przyszedłem wspierać moją przyjaciółkę w trudnych chwilach. - odezwał się jak gdyby nigdy nic.
- Ale... - chciałam coś odpowiedzieć, ale nie było mi to dane.
- Cii... spokojnie. Nic nie mów. Zasługujesz teraz na chwilę spokoju.
- A nie chcesz wiedzieć dlaczego płaczę? - spytałam ze zdziwieniem.
- Prawdziwi przyjaciele nie potrzebują wyjaśnień, by wspierać...- spojrzałam na niego z uśmiechem i wtuliłam się w niego. - Choć nie ukrywam, że jestem trochę ciekawy. - zaśmiał się. Również parsknęłam śmiechem.
- Nie będę ci się tu teraz spowiadać, ale zawsze możemy pójść do mnie i pogadać. - powiedziałam już trochę weselsza.
- No to na co jeszcze czekamy? - zapytał, ze szczerym uśmiechem na twarzy. Odwzajemniłam go. Jonathan podniósł się pierwszy i jak na gentelmana przystało, podał mi rękę i pomógł mi wstać. Ujęłam jego dłoń i wstałam. Razem ruszyliśmy do mojego pokoju, gadając i śmiejąc się po drodze.

*Oczami Rossa*
Widziałem jak ta brunetka wychodzi z pomieszczenia, trzaska drzwiami i ze łzami w oczach ucieka. Trochę się przestraszyłem. Co takiego znajduje się za drzwiami, żeby aż tak przerazić dziewczynę. W dodatku nie wydawała się ona być typem mięczaka. 
Zesztywniały stałem, gdy nagle drzwi się otworzyły, co znaczyło, że teraz moja kolej, powiedziałem, że muszę do łazienki i szybko oddaliłem się od nich. Musiałem coś wymyślić zanim będę musiał tam wejść, czego bardzo nie chciałem. Znowu podszedłem do drzwi wejściowych, ale dalej stali tam ci wredni ochroniarze. Spojrzeli na mnie wzrokiem wzrokiem mówiącym: "tylko podejdź, a oberwiesz tak, że rodzona matka cię nie pozna". Szybko więc oddaliłem się od nich. Stanąłem z boku i starałem się wymyślić plan ucieczki. Jednak co miałem jakiś pomysł, okazywał się on być niewypałem. Po godzinie nadal nie miałem nic. Ludzi w kolejce ubywało, a ja byłem coraz bliżej wejścia przez "drzwi cierpienia". Taką nazwą je ochrzciłem. Jakaś dziewczyna wyszła z toalety i wtedy ujrzałem to! Moje światełko w tunelu - uchylone okno. "Jeżeli to się nie uda, to nie ma masz się stąd wyrwać" - pomyślałem i udałem się w stronę damskiej toalety. Musiałem się tam dostać nie zauważony, więc odczekałem dłuższą chwilę i ruszyłem do akcji, "Mam tylko jedną szanse, nie mogę jej zmarnować!"- myślałem desperacko. Rozejrzałem się czy nikt nie patrzy, na szczęście mało osób zostało w sali, a byli oni bardziej skupieni na czymś innym niż na kolesiu próbującym dostać się do damskiej toalety. Szybko i ostrożnie wszedłem przez drzwi i jeszcze raz upewniłem się, że nikogo nie ma. Jakaż była moja radość, gdy okazało się, że rzeczywiście nikogo tam nie ma. Podszedłem powoli do okna, jakby to była jakaś pułapka i zaraz wyskoczy ochroniarz. Mój cel był tak blisko. Dotknąłem okna i przekręciłem klamkę. Otworzyłem je.Niestety okno było małe i znajdowało się wysoko, a ja nie jestem taki znowu chudy, może chudszy od moich braci, ale wciąż miałem małe szanse na przeciśnięcie się. Podciągnąłem się i....

*Oczami Laury*
Po godzinnej rozmowie z Jonathanem zrobiliśmy się godni. Powiedział więc żebyśmy poszli coś zjeść do stołówki. Nadal byłam czerwona na twarzy po płaczu, więc powiedziałam, że pójdę umyć twarz. Obiecał zając nam najlepszy stolik. Jonathan to naprawdę miły facet. Chyba jedyny taki na świecie, Rozumie mnie jak mało kto. Jego rodzice byli alkocholikami. Był często bity i gnębiony. Nie mógł polegać na najbliższych mu osobach. Miał tylko swojego młodszego braciszka, którego kochał ponad życie. Niestety kiedyś jego ojciec mocno się upił, a jego braciszek, Mike zszedł na dół niczego się nie spodziewając. Był nie świadomy stanu swojego ojca, więc grzecznie poprosił go o pieniądze na słodycze. Nie spodobało się to jego tacie, więc zaczął robić awanturę, Mike się popłakał co jeszcze bardziej wkurzyło ojca. Nie kontrolował swojej złości i uderzył syna, który walnął głową o kant stołu. Gdy o sprawie dowiedziała się policja, która odebrała rodzicom Jonathana prawa do wychowywania go. Zamieszkał więc w domu dziecka, z którego później zabrał go p.Smith.
Jonathan rozumiał więc Laurę doskonale.
Jakież było jej zdziwieni gdy wchodząc do łazienki zobaczyła blondyna próbującego wyjść przez okna....
___________________________
Hejka!
Bardzo dziękuję anonimowi za zmotywowanie mnie do napisania rozdziału. Bardzo trudno mi pisać rozdziały i pogodzić to wszystko ze szkołą, szkołą muzyczną i treningami. Przepraszam, że musieliście tyle czekać na rozdział (o ile ktoś czekał). Kocham was i dziękuję, że czytacie tego bloga! :*
BlueBerry

6 komentarzy:

  1. Już miałam cię motywować mniej cenzurowanymi słowami ale jest next więc nie muszę 😉
    A tak poza tym super rozdział ♡

    OdpowiedzUsuń
  2. Zostałaś nominowana do LBA :D http://rauracrazystory.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Rewelacyjny! Czekam na next!
    Zapraszam do mnie http://did-you-have-your-fun.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń

KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ!! :D