niedziela, 16 października 2016

Rozdział 8

Rozdział dedykowany: Lauren Coolness, Anonimowi, Karci Lynch, Zawsze Uśmiechniętej, Kasi Dziecko Nocy i Sweet girl! Dziękuje bardzo za komentarze :*
*Oczami Laury*
Zobaczyłam jak jakiś chłopak próbuje przecisnąć się przez okno. No nie powiem, zdziwiło mnie to.
- Hej! Co ty robisz? - krzyknęłam. Wystraszyło to chłopaka, bo podskoczył i walnął się w głowę o kant okna.
- Emm... Mogę wiedzieć co ty wyprawisz? - próbowałam wyciągnąć coś z niego, ale ten szybko się otrząsnął i rzucił:
- Kurde, mnie tu nigdy nie było. Nic nie wiesz i nic nie widziałaś. - już chciał uciec, lecz uaktywnił się mój dobry refleks. Złapałam chłopaka za ramię i obróciłam twarzą do siebie. Zdziwiłam się gdy okazał się on być blondynem, z którym rozmawiałam stojąc w kolejce.
- Ej, to ty jesteś tą bombową dziewczyną - próbował rozluźnić atmosferę. Nie podziałało bo tylko przewróciłam oczami i powiedziałam:
- Nie zmieniaj mi tu lepiej tematu, blondyneczko. Dlaczego przeciskałeś się przez okno? - widziałam, że chłopak nad czymś myśli. Patrząc tak na niego rozkojarzyłam się lekko i rozluźniłam uścisk. Blondyn poczuł to i szybko wykorzystał. Wyszarpnął mi się i rzucił się ku drzwiom. 
- Cholera! - zaklęłam. "I mnie chcą wziąć do wojska?! Jak ja nawet nie potrafię utrzymać chłopaka by mi nie uciekł" - obwiniałam się w myślach. Zła wyszłam z łazienki zapominając po co ja tam w ogóle poszłam. Zwróciłam się w stronę stołówki, gdzie czekał już na mnie Jonathan. 
Kolejka po jedzenie była bardzo długo, a mój przyjaciel był dopiero w połowie. Wciąż zdenerwowana stanęłam obok niego. 
- Ej, dziewczynko! Koniec kolejki w tamtą stronę! - powiedziała wysoka, czarnowłosa dziewczyna, przed która stanęłam. Była wysoka i bardzo dobrze zbudowana. Już chciałam coś jej powiedzieć, gdy wyręczył mnie Jonathan.
- Spokojnie, ona nie chciała. Jak chcesz to możesz stanąć przed nami. - próbował uspokoić sytuację. Niestety, ja z moim złym humorem nie chcieliśmy mu na to pozwolić.
- Pewnie, że chciałam. A jak masz problem to choć na solo. - powiedziałam ostro. Dziewczyna zaczęła się do mnie przybliżać. Wiedziałam, że nie był to mój najlepszy pomysł, no ale cóż. Kości zostały rzucone. Również zaczęłam się do niej przybliżać. Widziałam, że bierze zamach, by mi przywalić. Zamknęłam oczy, jednak nic nie poczułam. Za to usłyszałam. Był to straszny dźwięk, nie zazdroszczę jego "właścicielowi". Otworzyłam oczy i zobaczyłam co się stało. Na ziemi leżał Jonathan. Szybko schyliłam się do niego. Był nieprzytomny. W przypływie złości chciałam rzucić się na dziewczynę. Ale jak tylko chciałam ją namierzy, okazało się, że już jej nie ma. Szybko podbiegłam do ochroniarza, który niestety nie widział całego zdarzenia. Poprosiłam go o pomoc, a ten szybkim krokiem ruszył w stronę leżącego na ziemi Jonathana. Podniósł go i ruszył, jak powiedział w stronę gabinetu lekarza. Oczywiście poszłam za nimi a w myślach obwiniałam się za swoje dziecinne zachowanie. "Ty głupia dziewczyno! Coś ty najlepszego narobiła! Przez ciebie twój jedyny przyjaciel poważnie oberwał. Jakbyś raz nie mogła się nie wychylać" - karciłam się. Gdy wreszcie dotarliśmy do gabinetu lekarza, chciałam wejść razem z ochroniarzem by być cały czas by Jonathanie, jednak nie było mi to dane. Doktor powiedział, że nie mogę przebywać w jego gabinecie nawet z przyjacielem. Ewentualnie mogę sobie poczekać przed nim. Rozczarowana usiadłam więc na podłodze, przed pomieszczeniem.

*Oczami Rossa*
Gdy poczułem, że uścisk dziewczyny zelżał, nie zastanawiałem się ani sekundy tylko od razu ruszyłem do drzwi. Do wolności. Po wybiegnięciu przed łazienkę zobaczyłem, że dość dużo ludzi przygląda mi się dziwnie. Postanowiłem więc chociaż trochę poprawić swoją sytuację:
- O kurczaki! Toż to jest damska łazienka! Ależ ze mnie gamoń. No cóż, każdemu się zdarza - uśmiechnąłem się głupio i poszedłem w stronę męskiego odpowiednika. Po wejściu do kabiny skapnąłem się jak beznadziejnie to zagrałem, Teraz pewnie wszyscy myślą, że jestem jakimś zboczuchem czy pedofilem. "Brawo Ross! Tego ci właśnie było trzeba!". Super, nie ma to jak opieprz od własnego umysłu. Karciłem się w myślach jeszcze krótką chwilkę, gdy nagle mnie olśniło. TO BYŁA MOJA OSTATNIA DESKA RATUNKU! A ja jej nie wykorzystałem. Teraz będę musiał stanąć w tej kolejce i przystąpić do testu. O Matko! Co ja najlepszego narobiłem...
Siedziałem tak jeszcze przez moment, gdy usłyszałem głos spikera.
- Osoby, które jeszcze nie przystąpiły do testu proszone są do ustawienia się w kolejce i czekania na swoją kolej. Każda osoba, która znajduje się w tym budynku, a nie brała udziału w testach będzie brana jako zdrajce narodu i oskarżona o próbę dowiedzenia się informacji i ich rozprzestrzenieniu. - po tych słowach zamarłem. Przecież za to grozi dożywocie! Chcąc nie chcąc poszedłem w stronę kolejki i się w niej ustawiłem. Może później uda mi się stąd uciec. Nadzieja umiera przecież ostatnia. Z takim nastawieniem czekałem na swoją kolej. A gdy wreszcie nadeszła nacisnąłem klamkę i wszedłem...
________________________
Hejka!
Z góry bardzo chciałabym przeprosić za moją nieobecność. Mam nadzieje, że rozdział wam się podoba. Akcja powoli zaczyna się rozkręcać. Bardzo was proszę, żeby każdy kto przeczytał rozdział zostawił komentarz. Chce wiedzieć czy mam nadal dla kogo pisać. Nie ukrywam, że komentarze mega motywują do pracy. Dziękuje każdej osobie, która wciąż jest ze mną. Kocham Was!!
BlueBerry

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Rozdział 7

Rozdział chciałabym zadedykować anionimowi, który zmotywował mnie do napisania tego rozdziału! :*


*Oczami Laury*
Zobaczyłam... Jonathana. Stał obok mnie i przyglądał mi się z troską w oczach. Spojrzałam na niego spod rzęs z pytającym wzrokiem, ale on nic nie powiedział, tylko usiadł obok mnie. Siedzieliśmy chwilę w ciszy, gdy nagle on objął mnie swoją ręką.
- Dlaczego ze mną siedzisz? - spytałam smutno.
- Przyszedłem wspierać moją przyjaciółkę w trudnych chwilach. - odezwał się jak gdyby nigdy nic.
- Ale... - chciałam coś odpowiedzieć, ale nie było mi to dane.
- Cii... spokojnie. Nic nie mów. Zasługujesz teraz na chwilę spokoju.
- A nie chcesz wiedzieć dlaczego płaczę? - spytałam ze zdziwieniem.
- Prawdziwi przyjaciele nie potrzebują wyjaśnień, by wspierać...- spojrzałam na niego z uśmiechem i wtuliłam się w niego. - Choć nie ukrywam, że jestem trochę ciekawy. - zaśmiał się. Również parsknęłam śmiechem.
- Nie będę ci się tu teraz spowiadać, ale zawsze możemy pójść do mnie i pogadać. - powiedziałam już trochę weselsza.
- No to na co jeszcze czekamy? - zapytał, ze szczerym uśmiechem na twarzy. Odwzajemniłam go. Jonathan podniósł się pierwszy i jak na gentelmana przystało, podał mi rękę i pomógł mi wstać. Ujęłam jego dłoń i wstałam. Razem ruszyliśmy do mojego pokoju, gadając i śmiejąc się po drodze.

*Oczami Rossa*
Widziałem jak ta brunetka wychodzi z pomieszczenia, trzaska drzwiami i ze łzami w oczach ucieka. Trochę się przestraszyłem. Co takiego znajduje się za drzwiami, żeby aż tak przerazić dziewczynę. W dodatku nie wydawała się ona być typem mięczaka. 
Zesztywniały stałem, gdy nagle drzwi się otworzyły, co znaczyło, że teraz moja kolej, powiedziałem, że muszę do łazienki i szybko oddaliłem się od nich. Musiałem coś wymyślić zanim będę musiał tam wejść, czego bardzo nie chciałem. Znowu podszedłem do drzwi wejściowych, ale dalej stali tam ci wredni ochroniarze. Spojrzeli na mnie wzrokiem wzrokiem mówiącym: "tylko podejdź, a oberwiesz tak, że rodzona matka cię nie pozna". Szybko więc oddaliłem się od nich. Stanąłem z boku i starałem się wymyślić plan ucieczki. Jednak co miałem jakiś pomysł, okazywał się on być niewypałem. Po godzinie nadal nie miałem nic. Ludzi w kolejce ubywało, a ja byłem coraz bliżej wejścia przez "drzwi cierpienia". Taką nazwą je ochrzciłem. Jakaś dziewczyna wyszła z toalety i wtedy ujrzałem to! Moje światełko w tunelu - uchylone okno. "Jeżeli to się nie uda, to nie ma masz się stąd wyrwać" - pomyślałem i udałem się w stronę damskiej toalety. Musiałem się tam dostać nie zauważony, więc odczekałem dłuższą chwilę i ruszyłem do akcji, "Mam tylko jedną szanse, nie mogę jej zmarnować!"- myślałem desperacko. Rozejrzałem się czy nikt nie patrzy, na szczęście mało osób zostało w sali, a byli oni bardziej skupieni na czymś innym niż na kolesiu próbującym dostać się do damskiej toalety. Szybko i ostrożnie wszedłem przez drzwi i jeszcze raz upewniłem się, że nikogo nie ma. Jakaż była moja radość, gdy okazało się, że rzeczywiście nikogo tam nie ma. Podszedłem powoli do okna, jakby to była jakaś pułapka i zaraz wyskoczy ochroniarz. Mój cel był tak blisko. Dotknąłem okna i przekręciłem klamkę. Otworzyłem je.Niestety okno było małe i znajdowało się wysoko, a ja nie jestem taki znowu chudy, może chudszy od moich braci, ale wciąż miałem małe szanse na przeciśnięcie się. Podciągnąłem się i....

*Oczami Laury*
Po godzinnej rozmowie z Jonathanem zrobiliśmy się godni. Powiedział więc żebyśmy poszli coś zjeść do stołówki. Nadal byłam czerwona na twarzy po płaczu, więc powiedziałam, że pójdę umyć twarz. Obiecał zając nam najlepszy stolik. Jonathan to naprawdę miły facet. Chyba jedyny taki na świecie, Rozumie mnie jak mało kto. Jego rodzice byli alkocholikami. Był często bity i gnębiony. Nie mógł polegać na najbliższych mu osobach. Miał tylko swojego młodszego braciszka, którego kochał ponad życie. Niestety kiedyś jego ojciec mocno się upił, a jego braciszek, Mike zszedł na dół niczego się nie spodziewając. Był nie świadomy stanu swojego ojca, więc grzecznie poprosił go o pieniądze na słodycze. Nie spodobało się to jego tacie, więc zaczął robić awanturę, Mike się popłakał co jeszcze bardziej wkurzyło ojca. Nie kontrolował swojej złości i uderzył syna, który walnął głową o kant stołu. Gdy o sprawie dowiedziała się policja, która odebrała rodzicom Jonathana prawa do wychowywania go. Zamieszkał więc w domu dziecka, z którego później zabrał go p.Smith.
Jonathan rozumiał więc Laurę doskonale.
Jakież było jej zdziwieni gdy wchodząc do łazienki zobaczyła blondyna próbującego wyjść przez okna....
___________________________
Hejka!
Bardzo dziękuję anonimowi za zmotywowanie mnie do napisania rozdziału. Bardzo trudno mi pisać rozdziały i pogodzić to wszystko ze szkołą, szkołą muzyczną i treningami. Przepraszam, że musieliście tyle czekać na rozdział (o ile ktoś czekał). Kocham was i dziękuję, że czytacie tego bloga! :*
BlueBerry