*Oczami Rossa* (następny dzień)
Obudziłem się wcześnie bo o 5:24. Szkołę miałem na 8:55, jednak nie mogłem dalej spać. Śniło mi się, że idę do urzędu i... obudziłem się. Chciałem jeszcze zasnąć by dokończyć sen, jednak nie mogłem. Niechętnie wstałem i poszedłem po ubrania na dziś. Wybrałem ciemne jeansy, czarną, przylegającą koszulkę, czarną bluzę i moje ulubione, czarne trampki. Włosy ułożyłem w artystyczny nieład. Wykonałem wszystkie poranne czynności i wyszedłem z łazienki.
Wszyscy domownicy jeszcze spali. Postanowiłem ich nie budzić. Cicho zrobiłem sobie kanapki z serem i zieloną herbatę. Zjadłem posiłek w absolutnej ciszy. Gdy kończyłem drugą kanapkę przybiegła Aulis. ,,Znowu będzie żebrać o jedzenie"- pomyślałem. Tak jak myślałem, tak się stało. Zrobiła ,,szczenięce oczka" i zaczęła się we mnie wpatrywać. Próbowałem być twardy, z początku szło mi nawet dobrze. Jednak po chwili coś we mnie pękło. Podszedłem do lodówki i wyciągnąłem plasterek szynki. Zawahałem się lekko, jednak rzuciłem jej. Aulis z radością zjadła smakołyki i znowu zaczęła się we mnie wpatrywać. ,,Tym razem się nie dam!"- pomyślałem. Do szkoły miałem jeszcze około 2 godziny, więc postanowiłem przejść na spacer. Mimo iż jestem chłopkiem to lubię chodzić na spacery, wzruszać się, płacze czasami...
Chodziłem po parku chyba już z godzinę, dwie...nie wiem nie liczyłem czasu. Dalej nie wiedziałem czy pójść w sobotę do urzędu czy nie. Z jednej strony nie wiedziałem co mnie tam czekam, a z drugiej strony bardzo chciałem zobaczyć co tam jest. Biłem się w myślach bardzo długo, jednak nadal nie byłem pewny co zrobić. ,,Może lepiej spytać o rade rodziców? Nie, jeszcze niepotrzebnie wciągnę ich w jakieś gówno..."- rozmyślałem. Zbliżała się już 8:15, więc skierowałem się w stronę domu. Gdy do niego dotarłem zobaczyłem przez okno, że wszyscy już wstali. Wszedłem do domu najciszej jak tylko umiałem. Szybko ściągnąłem buty i pognałem do mojego pokoju. Myślałem, że mi się udało, no właśnie tylko myślałem... Usłyszałem jak ktoś puka do moich drzwi od pokoju. Zdołałem wydusić z siebie tylko ciche:
-Proszę... - i do mojego pokoju weszła mama.
-Rossie Shor Lynchu, proszę natychmiast mi powiedzieć, gdzie ty do cholery byłeś?! - powiedziała, a raczej krzyczała mama.
-Na spacerze. - odpowiedziałem, jakby to było najoczywistsze na świecie.
-Na spacerze?! O 5 rano?! Czyś ty do reszty rozum postradał?! Przecież mogło ci się coś stać!! -histeryzowała mama.
-Mamo! Spokojnie, przecież nic mi się nie stało... -powiedziałem spokojnie.
-Ale zawsze mogło!! -nadal krzyczała.
-Dobra, mamo. Rozumiem, już wszystko rozumiem!
-To dobrze, że rozumiesz...
-Kocham cię, mamo. -powiedziałem szczerze.
-Ja ciebie też, syneczku... Ale wiesz, że szlaban cię nie ominie? -wiedziałem, że mama mi nie odpuści.
-Tak wiem, mamo.
-2 tygodnie bez telewizora i komputera ci wystarczy? -zapytała ze złośliwym uśmieszkiem.
-Ale mamo!! -krzyknąłem oburzony.
-3 tygodnie?
-1,5 tygodnia? -próbowałem negocjować.
-Okay, sam tego chciałeś. Miesiąc szlabanu. Dalsze negocjacje tylko pogorszą sytuacje. -ostrzegła mama.
-No dobra, dobra. Miesiąc będzie okay... -westchnąłem.
-Miło się z tobą rozmawia, ale zaraz spóźnisz się do szkoły.
-Masz racje, to ja już lecę! Pa! -krzyknąłem i wybiegłem z pokoju. Już zaraz miałem wychodzić z domu, gdy zorientowałem się, że nie mam plecaka. Z prędkością światła wbiegłem znowu do mojego pokoju i chwyciłem plecak(spakowałem się wieczorem). Pożegnałem się z rodziną i pobiegłem do szkoły...
*Oczami Laury* (ten sam dzień, rano)
Spało mi się tak dobrze, że za nic nie chciałem wstawać. Cieplutkie, mięciutkie, wygodne łóżeczko ,,kazało" mi nadal spać. Spałabym tak dalej gdyby nie promienie światła wpadające przez okno. Świeciły mi prosto w twarz. ,,Przez moje lenistwo, teraz musze wstać"-pomyślałam niezadowolona z tego, że nie spuściłam wczoraj rolet. Usiadła na łóżku i uświadomiłam sobie, że nie jestem u siebie w domu. I nagle przypomniałam sobie wszystko co się wczoraj wydarzyło. Szybko wstałam z łóżka i je pościeliłam. Na biurku zobaczyłam komplet ubrań (+glany Laury), szczoteczkę i pastę do zębów oraz szczotkę do włosów. Postanowiłam się ogarnąć. W łazience najpierw postanowiłam wziąć szybki prysznic. Nie chciało mi się z niego wychodzić, więc nie był taki szybki. Jak zwykle śpiewałam pod prysznicem. Gdy wreszcie udało mi się wyjść, zaczęłam się ubierać. Ta czynność poszła mi o wiele szybciej. Umyłam zęby rozczesałam włosy, byłam gotowa. Wyszłam z łazienki i zobaczyłam, że na stole leży teraz pudło i tacka z jedzeniem. Postanowiłam najpierw coś zjeść. Na tacy znajdowały się: dwie kanapki z serem i sałatą, jajko sadzone, jabłko i szklanka soku pomarańczowego. ,,Dawno nie miałam tak obfitego śniadania!"- myślałam zadowolona. Jedzenia było wprost przepyszne! Spojrzałam na pudło i podeszłam do stolika na którym leżał. Wzięłam je, było ciężkie. Usiadłam na łóżku i zajrzałam do środka. i wszystkie wspomnienia powróciły. W środku znalazłam dużo rzeczy związanych z tatą. Na wierzchu leżała pocztówka z wakacji. Przeczytałam napisy z tyłu i zrozumiałam, że to pocztówka z wakacji jak tata był młody. Następnie znalazłam listy. Przeczytałam jeden z nich i zobaczyłam, że to listy miłosne mojego taty do mamy. Listów było bardzo dużo, czytanie ich zajęło mi trochę czasu. ,,Bardzo ją kochał..."- pomyślałam, gdy skończyłam czytać. Potem znalazłam jakieś kasety. Nie miałam odtwarzacza, więc stwierdziłam, że oglądnę je kiedy indziej. Pod kasetami znalazłam album. Otworzyłam go i zobaczyłam go. Wreszcie znowu go zobaczyłam. Tak bardzo za nim tęsknie. Za mamą też. Na zdjęciach uśmiechał się. Był szczęśliwy. A teraz go nie ma... Jedna, pojedyńcza łza spłynęła mi po policzku. A gdy zobaczyłam zdjęcia ze ślubu, kolejne łzy spłynęły mi.Pod albumem leżały medale. Wyciągnęłam je, a pod nimi leżała ostatnia rzecz. Pamiętnik. Skąd wiedziałam, że to on? Ciocia opowiadała mi, że tata prowadził pamiętnik. Opisała mi dokładnie jak on wyglądał. Pamiętam, że szukałam go wiele razy. W myślach krzyczałam ze szczęścia. Otworzyłam na pierwszej lepszej stronie i zaczęłam czytać:
,, Kocham ją [Laurę] z całego serca, jednak muszę jechać na tą misję. Boję się, że je stracę, obie. Boję się, że nie wrócę. Boję się, że nie dam rady...''
Gdy to czytałam coś we mnie pękło, rozpłakałam się... płakałam jak małe dziecko, nie mogłam przestać, nie cchciałam... płakałam tak i płakałam, gdy usłyszałam głos:
-Nie płacz, nie warto. On nie wróci...
_____________________________________
Hejcia!
Wiem, że długo nie było rozdziału, ale miałam pewne problemy... Ale jest! Co prawda beznadziejny, ale jest xD No cóż... miłych świąt! :*
I Szczęśliwego Nowego Roku!!!! :D