niedziela, 18 stycznia 2015

Rozdział 4

*Oczami Rossa*
( Sobota, rano)
Nadszedł wreszcie tak długo wyczekiwany przeze mnie dzień,  sobota. Dezycja została już podjęta, idę. Nie wiem co mnie tam czeka, ale zawsze warto zobaczyć. Prawda? Obudziłem się jakoś o 9:00. Od razu wstałem z łóżka i poszedłem się ubrać.  Z szafy wyciągnąłem: ciemne jeansy, szarą bluzkę i czarną bluzę. Z wybranym kompletem ubrań poszedłem do łazienki. Wziąłem krótki prysznic, a następnie ubrałem się. Włosy jak zwykle ułożyłem w "artystyczny nieład". Gotowy zszedłem na dół, by zrobić sobie śniadanie. Na dole zostałem tylko Riker'a, mojego starszego brata. Nie był on nawet jeszcze ubrany.
- Młody, gdzie się wybierasz?- jako pierwszy rozpoczął rozmowę Riker.
- A może jakieś "dzień dobry"?- odpowiedziałem, nie mogłem mu powiedzieć gdzie idę, nie pościłby...
- A tu co? Lewą nogą wstałeś?- z uśmieszkiem powiedział Riker.
- Módl się lepiej żeby nie.
- Nie bądź taka agresywna, blondyczeczko- z szerokim uśmiechem powiedział mój kochany braciszek. Nie chcąc dłużej go słuchać, poszedłem do kuchni. Postanowiłem dzisiaj zrobić naleśniki. Kiedy tylko zdjąłem pierwszego naleśnika z patelni,  w kuchni pojawił się Riker.
- Ej, Rossiu! Zrobisz mi też naleśniki?- poprosił i zrobił "maślane oczka".
A ja, no cóż... zgodziłem się.
W połowie mojej pracy do kuchni weszła reszta rodzinki: mama, tata, Rydel, Rocky i Ryland.
- O, Rossy robi nam śniadanko!- zawołała mama.
- Nie mamo...- chciałem dokończyć, ale Delly mi przerwała.
- Dzięki, to bardzo miłe z twojej strony!
- No właśnie,  nareszcie przejrzałeś na oczy, stary.- odpowiedział Rocky. I zanim zdążyłem cokolwiek odpowiedzieć, wszyscy poszli do salonu i zostawili mnie samego
                         ***
Zbliżała się 14:00, więc zacząłem się zbierać. Rodzince powiedziałem, że idę na miasto,  więc nic nie mówili. Gdy wreszcie doszedłem do urzędu, zobaczyłem, że wiele osób przyszło. Wszedłem do środka, żeby się rozglądnąć. Na razie nie było niczego bardzo tajnego. Były tylko stoły,  które uginały się pod jedzeniem. Zjadłem kilka ciastek. Były nieziemsko pyszne!
Chciałem już wracać, jednak napotkałem pewien problem. Drzwi były zamknięte. Szarpałem się z nimi chwile, jednak nie dało to żadnych efektów. Podszedł do mnie ochroniarz u zapytał co ja wyprawiam. Wytłumaczyłem mu, że to nieporozumienie, że mnie tu nie powinno być, że ja chce wyjść. Jednak on odparł tylko, że już za późno. Odszedłem więc od drzwi i stanąłem razem z grupą innych ludzi. Stałem chwilę i przyglądałem się ludziom.
Nagle usłyszałem kobiecy głos z głośników.
- Chłopcy i dziewczęta, dziękuję za tak liczne przyjście w tak ważnej sprawie. Jak już wiecie niedługo nadejdą trudne dla nas czasy. Wojna zbliża się wielkimi krokami, a my nie możemy zwlekać. Dlatego już teraz rozpoczynamy nabór do wojska. Zapytacie czemu akurat wy, a nie dorośli? Otóż nasi naukowcy w najnowszych badaniach dowiedli, że młodzi ludzie mają większą skuteczność w walce, więcej siły,  wolniej się męczą, są sprytni, szybcy.  Te wszystkie cechy posiadają zwykli młodzi ludzie. A co by było gdyby ci ludzie byli utalentowani chociaż w jednej z tych rzeczy? Wygraną mielibyśmy wtedy pewną. Dlatego też nasi informatorzy poinformowali was, a nie innych o dzisiejszym spotkaniu, bo wykazywaliście największe predyspozycje. Wszystko było zaplanowane. Dlatego teraz udacie się na treningi sprawdzające, w kolejności alfabetycznej. Pragnę Wam też z całego serca podziękować,  że stawililiście się tu. Tak naprawdę dziękuję nie tylko ja, ale i cała Ameryka.-
"Boże, w co ja się wpakowałem?"
*Oczami Laury*
( Piątek, popołudnie)
Odwróciłam się i zobaczyła Jonathana.
- Pani Lauro, proszę nie płakać.
- Ohh... Jonathanie, tyle, że ja nie potrafię. Kocham go, kocham mamę,  a ich już nie ma i nie będzie...
- Pani Lauro, oni nie wrócą,  więc nie warto płakać. Wierzy pani w życie po śmierci?
- Tak, wierze.- odpowiedziałan niepewnie.
- To myśli pani, że oni by chcieli żeby pani płakała? Sądzę, że nie. Więc proszę nie płakać.
- Dziękuję Jonathanie za pocieszenie. Jednak czasami trzeba wyzwolić uczucia, dać ujście łzom...
- Ma pani rację, ale proszę pomyśleć. Oni są teraz w lepszym świecie. W świecie gdzie nie ma bólu,  głodu, zła... A pani na pewno kiedyś ich spotka, jestem tego pewien na 100 procent.
- Może masz racje, dziękuję.
- Pani Lauro, nie musi pani dziękować.
- Mów mi Laura.- powiedziałam z "uśmiechem".
- Ależ oczywiście pani, to znaczy Lauro. - powiedział lekko zakłopotany.
Siedzieliśmy chwile w ciszy,  po czym przypomniało mi się,  żeby go zapytać.
- Emm... Jonathanie,  poco tu przeszedłeś?
- A! No tak! Na śmierć zapomniałem!- biegał i krzyczał po całym pokoju. A ja? A ja się śmiałam. W końcu po jakiś 5 minutach się opanował.
- Zapomniałem Ci powiedzieć, że p. Smith prosił byś przyszła do jego gabinetu.- tak więc ruszyliśmy razem do gabinetu p. Smith'a. Po drodze śmieliśmy się i rozmawialiśmy. Jonathan to naprawdę miły chłopak. Myślę, że się z nim zaprzyjaźnie. Gdy dotarliśmy do gabinetu, pożegnałam się z Jonathanem i weszłam do pomieszczenia. P. Smith siedział za biurkiem.
- Lauro,  poprosiłem Cię tu bo mam do Ciebie dwie ważne sprawy. Pierwsza to miałaś dzisiaj mi powiedzieć czy zamieszkasz tutaj z pokoju twojego taty?
- Ja... jeszcze nie wiem. Nie rozmawiałam jeszcze z ciocią.
- Lauro, proszę! To bardzo ważne! Odpowiedz jakbyś chciała, a my skontaktujemy się z twoją ciocią i uzgodnimy wszystko.
"W sumie to tutaj mam wszystko, przyjaciela, pamiątki, jedzenie, ciepły pokój. Ciotka i tak mnie nie trawi, więc czemu nie zostać tutaj? " - myślałam
- No dobrze, mogę zostać.
- Super! A teraz druga sprawa. Czy zgodzisz się wziąść udział w treningach sprawdzających twoje umiejętności?
_______________________________
Hejka!
I kolejny rozdział napisany! Yeah! Mam nadzieje,  że wam się spodoba ;)
Trochę późno dodany, ale miałam tzw. lenia. No cóż to zapraszam do komentowania! :*
BlueBerry

wtorek, 13 stycznia 2015

Na razie bez rozdziału...


Hejka!!!

Jak po tytule widzicie, nie ma jeszcze rozdziału. Mam nadzieję, że pojawi się w weekend. 
Teraz usprawiedliwię się wam dlaczego nie było rozdziału w poprzednim tygodniu. Otóż miałam wyjazd w góry i nie miałam czasu nie tyle co wstawić, co napisać. Bardzo, bardzo was za to przepraszam!!
  
Jak już wiecie jest po świętach, nowym roku...a ja nie spytałam się was jak je spędziliście :) 
Pytam więc teraz: Jak spędziliście Święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok?

Mam też do was jeszcze dwie sprawy: 
1. Bardzo dziekuje za wszystkie komentarze (C- Tobie szczególnie)! Ale mam też prośbę, by więcej osób komentowało posty, bo wtedy wiem, że mam dla kogo pisać. Oraz jak chcecie dodajcie obserwatora :*
2. Blog jest nowy i nie ma jeszcze dużo czytelników, więc proszę byście rozgłaszali go ;) Bardzo bym się cieszyła z nowych czytelników!

No cóż dziękuje jeszcze raz wszystkim za poprzedni rok i za to, że czytacie te moje wypociny :P

BlueBerry