niedziela, 23 listopada 2014

Rozdział 2

                     *Oczami Laury*
(Ten sam dzień,  rano)
Wstałam dzisiaj później niż zazwyczaj,  o 9:00. Nie lubię długo spać. Do szkoły nie chodzę, nie stać mnie. Więc cały dzień siedzę sama w domu.
Podeszłam do szafy i wyciągnęłam ciemno zielony sweter.  Był dla mnie za duży, ale w caritasie mniejszych nie mieli. Do swetra ubrałam czarne lekko podziurawione rurki, czarną bluze, oraz ubrałam glany. Z wybranymi ubraniami poszłam do malutkiej łazienki (przynajmniej jest ona w środku, a nie na dworze). Ubrałam się tam i wykonałam wszystkie poranne czynności. Gdy już skończyłam ruszyła w stronę kuchni w celu zrobienia sobie śniadania. Wyciągnęłam z niej jajko i je ugotowałam. Smakowało mi. Poszłam po mój zeszyt w którym zapisywałam wszytko co było mi potrzebne.
Od rana po głowie chodziła mi melodia do piosenki wiec podeszłam do pianina (dostałam je w wieku 7 lat, od rodziców) i zaczęłam ją grać. Zapisanie melodii zajęło mi z godzinę. Z tekstem szło mi gorzej. Po trzech godzinach nadal nic nie miałam. Zbliżyła się pora obiadu, więc postanowiłam najpierw coś zjeść, a potem dokończyć pisanie tekstu. Poszła do kuchni, jednak lodówka świeciła pustkami. ,,Czyli znowu trzeba wyjść do ludzi, po zakupy... ''- pomyślałam. Nie byłam z tego zadowolona, nie przepadam za towarzystwem innych ludzi. Nie pomogli moim rodzicom,  gdy umierali w szpitalu. To dlaczego ktoś ma pomagać teraz mi? Ehhh... ludzie są mili tylko gdy czegoś od nas chcą. Z takimi myślami wyszłam z domu,  uprzednio zamykając drzwi na klucz. Szłam powoli lasem rozmyślając co by się teraz działo gdyby rodzice teraz żyli. Może jadłabym naleśniki,  śmiejąc i rozmawiając z nimi. Może... ale co się stało to się nie odstanie. Nawet nie zauważyłam kiedy doszłam do sklepu.  Weszłam i od razu skierowałam się do działu z pieczywem.  Wzięłam chleb i poszłam na nabiał. Potem kolejno poszłam jeszcze po płatki śniadaniowe, jajka, wędliny i wodę. To było już wszystko co musiałam kupić więc podeszłam do kasy. ,,Teraz przez calutki miesiąc nie musze się martwić o zakupy!'' Powitał mnie ciepły głosik kasjerki.
- Dzień doberek, kochana - szczebiotała.
- Wcale nie taki dobry... - burknęłam. W moim tonie dało się usłyszeć niechęć do dalszej rozmowy, jednak ona nie załapała.
- Jak tam dzień mija? - spytała.  Popatrzyłam na nią z mordem w oczach. Chyba wreszcie załapała,  bo sposciła głowę i zaczęła szybciej kasować produkty. Uśmiechnęłam się sama do siebie.
- 12 dolarów i poproszę. - powiedziała zmieszana. Nic nie odpowiedziałam, tylko podałam jej pieniądze. Spakowałam zakupy do reklamówki i wyszłam ze sklepu. Chciałam jak najszybciej wrócić do domu, jednak ktoś mnie zatrzymał...
W głowie miałam same najgorsze możliwości (tak, jestem bardzo nie ufna, ale kiedy indziej o tym...). Chciał mnie gdzieś zabrać. Na początku odmówiłam, lecz gdy pokazał, że jest z wojska musiałam się zgodzić. Poszłam za nim w kierunku jego auta. Trzęsłam się cała ze strachu gdy wsiadałam. Całą drogę do, no własne nie mam zielonego pojęcia gdzie my jedziemy...
Jechaliśmy 15 minut, jednak dla mnie była to cała wieczność. Gdy samochód wreszcie się zatrzymał, nieznajomy otworzył mi drzwi niczym prawdziwy gentelman.
- Proszę za mną, pani Marano- ze stoickim spokojem powiedział. ,,Skąd on wie jak się nazywam?! Może ja też powinnam go znać...''- rozmyślałam. Jednak nadal szłam za nim. Szliśmy teraz długim korytarzem, na ścianach było pełno obrazów. Dziwnych obrazów... Przedstawiały one bowiem ludzi z głowami zwierząt. Na końcu korytarza, stały olbrzymie, drewniane drzwi. Weszliśmy nimi do wielkiego pokoju. Stało w nim biurko, dwie szafy pełne książek, flagi amerykańskie, na środku pokoju leżał dywan, a na przeciwko nas znajdowały się żelazne drzwi.
Przy biurku siedział mężczyzna. Na oko był w wieku +40 lat. Staliśmy w ciszy,  lecz on postanowił ją przerwać.
- Witam, Lauro. Pewnie ciekawi Cię co tu robisz.
- Nie ukrywam, ciekawi mnie to. - powiedziałam. Nie należę do ludzi nieśmiałych. Wręcz przeciwnie.
- Twój tata pracował tu...- zaczalt mówić, jednakt mu przerwałam.
- To nie prawda! Tata pracował w fabryce. - krzyknęłam. Trochę mnie to wkurzyło. ,,To mój tata, chyba wiem gdzie pracował.''
- Lauro, Twój tata nie pracował w fabryce,  tylko w wojsku. Był strategiem i dowódcą oddziału 79. Był bardzo mądry, szybki i silny. Jednym słowem mówiąc, najlepszym żołnierzem w armii. Był tajniakiem. ,, Pracował'' w fabryce tylko po to by nikt nie dowiedział się o jego prawdziwej pracy. - mówił to z takim spokojem,  jakby gadał z sąsiadem.
- Dlaczego mam panu wierzyć?! - spytałam lekko podirytowana. Spojrzał na mnie i podał mi teczkę.
- Otwórz. Znajdziesz tam jego akta. Miejsce zamieszkania, rodzinę, zarobki i miejsce pracy. Krótko mówiąc całe jego życie w jednej teczce. Są to akta rządowe, więc nie mogą być zfałszowane. - powiedział, wyprzedzając moje pytanie. Przejrzałam je. ,,Rzeczywistoście, ten facet ma rację. Jak ja mogłam nie zauważyć, że mój własny ojciec pracuje w wojsku?!'' - biłam się w myślach.
- Ty jesteś jego córką. Może odziedziczyłaś po nim ponad przeciętne umiejętności. Czy możemy przeprowadzić testy z twoim udziałem? Jestem pewien, że Twój tata by tego chciał... - nie dane mu było dokończyć, bo mu przerwałam.
- Nikt nie wie co chciałby mój tata! Nikt tego nie wie... - krzyknęłam.
- Nie prawda, ja wiem. Mówił mi kiedyś, że chciałby żebyś poszła w jego ślady. Proszę zgodź się! - nalegał pan Smith (miał przypiętą plakietke z imieniem i nazwiskiem - od autora)
- Proszę dać mi się namyśleć. Jutro dam panu odpowiedź. A teraz do widzenia. - powiedziałam niepewnie. Chciałam już wyjść, lecz zatrzymał mnie.
- Lauro,  poczekaj! Twój tata miał tutaj swój pokój. Może chciałabyś się tam przespać? - zaproponował. Przemyślałam to. W domu będę sama, a tutaj mam cząstkę taty.
- Zgoda. Przenocuje dzisiaj tutaj, a jutro dam pqnut odpowiedź.
-Dobrze Lauro. Dobranoc. - powiedział pan Smith. Odchodził już, ale go zatrzymałam.
- Proszę pana, mam prośbę. Czy mógłby pan jutro przynieść do taty pokoju wszystkie jego rzeczy? - spytałam z nadzieją.
- Oczywiście. A teraz idź spać, jest juzt późno. Jutro porozmawiamy. Jonathan Cię zaprowadzi- powiedział.
- Jonathanie, zaprowadzisz Laurę do pokoju pana Marano?- zwrócił się do chłopaka stojącego przy drzwiach.
- Tak jest, sir. - odpowiedział mu Jonathan i ruchem ręki pokazał mi abym wyszła z pokoju.
Całą drogę szliśmy w milczeniu. W końcu dotarliśmy do drzwi z napisem Marano. Chłopak otworzył drzwi, a ja weszłam do środka. Odebrałam od niego klucze i zamknęłam drzwi. Zmęczona szybko położyłam się spać....
_______________________________
Hejka, miśki!
Wreszcie skończyłam pisać. Nie jestem z niego za bardzo zadowolona. Ale to wy oceńcie. Rozdział trochę dłuższy od poprzedniego. Tym razem pisany oczami Lau. Mam nadzieje, że wam się podoba :*
Rozdziały będę dodawać 1-2 w tygodniu.
Kocham was!  :*

P.S. Chciał bardzo podziękować za komentarze pod poprzednim rozdziałem. Kochane jesteście :*

BlueBerry

środa, 19 listopada 2014

Rozdział 1

    *Oczami Rossa*
 
Otworzyłem oczy i spojrzałem na budzik, wskazywał on 7:15. Do szkoły mam na 8:00, więc mam jeszcze trochę czasu. Ubrałem się w czarne jeansy, białą koszule u której lekko rozchyliłem dekolt i postawiłem kołnierzyk. Poszedłem do łazienki i wykonałem poranne czynności. Zszedłem na dół w celu zjedzenia śniadania. Gdy dotarłem do kuchni nie ujrzałem tam posiłku, ani pozostałych członków rodziny. Była tam tylko kartka:
 
 ,,Kochanie, pojechaliśmy z tatą na zakupy i po twoją nową gitarę
do Nowego Yorku. Zabraliśmy ze sobą twoje rodzeństwo, ty
niestety musisz iść do szkoły. Wrócimy najpewniej wieczorem.
Na stole w jadalni są dla ciebie naleśniki.
Kocham Cię.
Mama``
 
Odłożyłem kartkę i skierowałem się do jadalni. Niestety nie zobaczyłem tam MOICH naleśników, tylko ich ,,szczątki``. A pod stołem spał sobie smacznie mój kochany piesek. Nie musiałem długo myśleć co się wydarzyło, wystarczyło spojrzeć na jej pyszczek. Musiałem zareagować. -Aulis, coś ty zrobiła?! Co ja teraz zjem na śniadanie?! Dzięki! A teraz wynoś się stąd!- krzyczałem zły. Pies szybko podniósł się, skulił ogon i wybiegł z pokoju. ,,Dobrze jej tak``- pomyślałem. Wkurzony poszedłem do kuchni i wyciągnąłem z lodówki jajka. Usmażyłem je i nałożyłem. No nie powiem, dobre były. Spojrzałem na zegarek, wskazywał 7:50. Szybko wziąłem plecak i wyszedłem z domu, uprzednio go zamykając na klucz. Mieszkam blisko szkoły, więc żeby zdążyć musiałem trochę pobiec. Dotarłem akurat gdy zadzwonił dzwonek oznajmiający początek lekcji. Ruszyłem więc w stronę klasy. Zaczynamy dzisiaj od matematyki ,,No super pani Brown znów się będzie mnie czepiać byle o co,,,`` Lekcja o dziwo minęła spokojnie tak jak pozostałe. Po skończeniu lekcji, chciałem iść do domu, jednak usłyszałem rozmowę. Stety lub niestety z natury jestem ciekawski. więc poszedłem podsłuchać. -Mam nadzieję, że nikomu tego nie powiedziałeś- usłyszałem głos. - Jak mógłbym coś tak ważnego komuś powiedzieć?!- odpowiedziała druga osoba. - Okay... załóżmy, że Ci wierze.- A skąd ty właściwie wiesz o tym?- Podsłuchałem rozmowę brata.- Okay, wyjaśnij mi proszę dokładniej zasady tego naboru.- poprosiła druga osoba. - Więc chodzi o to, że podobno niedługo ma wybuchnąć III wojna światowa! Walki są już dawno w innych krajach, na przykład w Syrii. Zamieszki przeniosą się na sąsiadujące państwa i zanim się obejrzymy i do nas dojdą. Z tego co brat mi mówił rząd chce przygotować się na wojnę już teraz. Ma być to wojsko składające się z zdrowych, młodych ludzi. Mają być oni szczególnie uzdolnieni, szybcy, silni  i mądrzy. Zawiadomienie z prośbą o dołączenie do armii rząd dostarcza do tych ludzi doręcznie, a ich rodziną wciskają jakiś kit, że na przykład dostali prace na drugim krańcu świata. Rodzina nic nie wie o tej armii. Dowiedzą się w dniu rozpoczęcia wojny. Na to zawiadomienie nie można odmówić. Każdy kto usłyszał tą informacje ma się zjawić w urzędzie przy ulicy Westernu w tą sobotę o godzinie 15:00, czyli za dwa dni. Nie wiem dlaczego, ale chce się tego dowiedzieć. Ciekawość wzięła górę. I teraz mam pytanie do ciebie. Idziesz tam ze mną, czy mam iść sam?- zapytała pierwsza osoba- Oczywiście, że z tobą pójdę! Też jestem ciekawy co tam będzie. Mogą być...- rozmawiali jeszcze dalej, jednak Ross już jej nie słuchał. Szedł powoli do domu rozmyślając czy pójść ta czy nie...
______________________________________________________
Hej Miśki!!
Napisałam w końcu ten pierwszy rozdział! Jestem taka szczęśliwa! Mam nadzieje, że wam się spodoba :) I przepraszam, że taki krótki... następne będą dłuższe, na pewno. Na razie tylko oczami Rossa, ale w następnych rozdziałach pojawią się też inni.
Pamiętajcie! Dajcie znać o sobie w komentarzach, to bardzo motywuje do dalszej pracy! Oki to ja zabieram się za rozdział 2!
 
BlueBerry
 

wtorek, 18 listopada 2014

Prolog

Ross Lynch.  Ma 18 lat. Bogaty, przystojny blondyn. Wszystkie dziewczyny w szkole marzą by być z nim. On jednak nie ogląda się za dziewczynami, tylko spędza czas przy gitarze.  Uwielbia muzykę, śpiew i motory. Ma swój zespół muzyczny, R5. Nie jest on bardzo znany,  jednak ma grono swoich fanów.  Ross, pokojowo nastawiony do życia,  miły i żywy. Jest jednak ciekawski. Czy ciekawość wpakuje go w kłopoty? Starci to co ma dotychczas przez wojnę?  Znajdzie przyjaciół i się zakocha?

Laura Marano,  dziewczyna mająca 18 lat. Nie mająca nic... rodziny (oprócz ciotki, ale ona się nie liczy. Traktuje Lau jak obcą osobę),przyjaciół,  ani pieniędzy. Mieszka w małej chatę w lesie.  Rodzice umarli gdy Laura miała 9 lat. Utrzymuje się ze spadku po nich, nie są to dużo pieniądze i wystarcza tylko na najpotrzebniejsze rzeczy.
Mimo niskiego budżetu Laura kocha muzykę i śpiew.  Od małego chciała zostać piosenkarką.
Dziewczyna jest stanowcza, zimna i pewna siebie. Nie narzeka na samotność, nawet ją lubi.  Czy wojna zmieni Laurę? Pozna tam ludzi co odminia jej życie?
Tego wszystkiego dowiecie się czytając mojego bloga.
------------------------------
Mam nadzieje, że prolog się podoba.  Pamiętajcie jest to mój pierwszy blog. Dajcie znać o sobie w komentarzach ;)
BlueBerry

Początek bloga!

Hej. Jestem BlueBerry i będę prowadziła tego bloga. Jest to mój pierwszy blog,  wiec prosze nie gniewajcie się za błędy. Będzie mi jednak bardzo miło, gdy będziecie mnie informować gdzie robie błędy.  Ogólnie blog będzie o Rossie Lynchu i Laurze Marano. Nie oczekujcie na tym blogu żadnych scen +18 czy coś ;)
Ogólne informacje o mnie:
1. Mam na imię Anita.
2. Mam 13 lat.
3. Chodzę do szkoły muzycznej, wiec nie mam za wiele czasu :(
4. Uwielbiam borówki amerykańskie xd
5. R5family
6. Zwierzęta.
7. Lubie Raure, lecz wątpię by Ross i Laura się zeszli.

Mam nadzieje,  że ten blog wam się spodoba. Prolog wstawie dzisiaj lub jutro. Papa ;*
BlueBerry